Ażeby mogła — jak to boli —

Do syta kąpać się w rozpuście!

Pnę się do góry, nad czeluście,

Oddechu złapać już nie mogę

I oto miłość skraca drogę!

Podążam traktem grzesznej rzeszy,

Wtem z przebaczeniem miłość śpieszy;

Bezczynnie patrzę, gdzie me cele,

Już je przede mną miłość ściele;

Bezprawie-m wybrał i wnet pusta