przebiega drogę i zatrzymuje się u furtki ogrodowej; klaska w ręce i woła z szaloną radością

Nie ma księdza! Precz z gałązek

Sfrunął ksiądz nasz! Wszerz i wzdłuż

Od tych dolin, od tych wzgórz!

Krasnoludki, karły, trolle

Zalegają w okrąg pole,

Czarnych, złych podjadków krocie

Naokoło mnie obsiadły,

Serce, oczy tłum zajadły

Do cna wygryzł mnie, sierocie.