ginie śród huku, jak gdyby gromowego, mgła zwala się na miejsce, na którym stało; zrywa się krzyk ostry, przeraźliwy, jak gdyby krzyk uciekającego

Umrzyj! Czego chcesz na ziemi?!

BRAND

stoi chwilę, jakby ogłuszony

Znikło! Przeszło! W mgłę czarnemi

Powionęło skrzydły192 — tam!

Niby jastrząb! Znowu kłam

Nastawił swe sieci — zguby

Chciały mojej złe rachuby!

Kompromisy, nędzne targi —