— Jeszcześ nie widział tych, co się nie dali wziąć — odparł Wojtek.
— Bójże się Boga!
— Obaczysz!
Napatrzywszy się żuawom poszli dalej. Zaraz przy następnym wagonie Bartek rzucił się w tył jak oparzony.
— O rety! Wojtek, ratuj!
W otwartym oknie widać było ciemną, prawie czarną twarz turkosa z przewróconymi białkami oczu. Musiał być ranny, bo twarz wykrzywiła mu się cierpieniem.
— A co? — rzecze Wojtek.
— To złe, nie żołnierz... Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu!
— Spojrzyj ino, jakie on ma zębiska.
— A niech go wciornaści! Ja tam nie będę na niego patrzył.