„Bartku, ratuj swoich!” Ażeby ta wojna pod ziemię się zapadła! Przez wybite okna czernieje las i szumi jako pognębińskie sosny, a w tym szumie woła coś znowu: „Bartku, ratuj swoich!”
Cóż on zrobi?
Ucieknie z nimi do lasu czy co? Wszystko, co tylko pruska dyscyplina zdołała w niego wszczepić, od razu wzdryga się na tę myśl... W Imię Ojca i Syna! Tylko się przed nią przeżegnać. On, żołnierz, ma dezerterować? Nigdy!
Tymczasem las szumi coraz mocniej i wicher świszcze coraz żałośniej. Starszy jeniec odzywa się nagle:
— A to wiatr, jakby jesienią u nas...
— Daj mi pokój... — rzecze pognębionym głosem młodszy.
Po chwili jednak powtarza kilkakrotnie:
— U nas, u nas, u nas! O Boże! Boże!
Głębokie westchnienie zlewa się z poświstem i jeńcy leżą znów cicho.
Bartka poczyna febra trząść.