— Bartek, słuchaj no!
Bartek zwrócił ku niemu twarz z zamyślonymi wyłupiastymi oczyma.
— Czegóż patrzysz jak cielę, co idzie na rzeź?... — szeptał Gwizdała. — Ale ty, niebożę, idziesz na rzeź i pewnikiem...
— Oj, oj! — jęknął Bartek.
— Boisz się? — pytał Gwizdała.
— Co się nie mam bać!...
Zorza stała się jeszcze czerwieńsza, więc Gwizdała wyciągnął ku niej rękę i szepnął dalej:
— Widzisz tę jasność? Wiesz, głupi, co to jest? To krew. Tu jest Polska, niby nasz kraj: rozumiesz? A hen tam daleko, gdzie się tak świeci, to właśnie Francja...
— A prędko zajedziewa?
— Albo ci pilno? Mówią, że okrutnie daleko. Ale nie bój się: Francuzy wyjdą naprzeciw...