Kromickiego znalazłem czytającego gazety przed hotelem Straubingera. Ujrzawszy mnie, wypuścił monokl z oka i rzekł:
— Właśnie miałem iść do ciebie.
— Chodźmy na Kaiserweg.
I poszliśmy.
Nie czekając aż Kromicki zacznie, pierwszy przystąpiłem do rzeczy.
— Ciotka mówiła mi — rzekłem — o waszej wczorajszej rozmowie.
— Żałuję, że ona miała miejsce — odrzekł Kromicki.
— Boście oboje nie mówili tak spokojnie, jak się powinno mówić o interesach. Mój kochany, pozwolisz, że będę z tobą zupełnie otwarty. Trzeba ciotkę znać. Ona jest najzacniejsza w świecie kobieta, ale ma jedną słabość, zresztą zupełnie zrozumiałą. Mając istotnie dużo trzeźwego rozumu, lubi zaznaczyć, że go ma — i dlatego na wszystko, co się jej przedstawia, woli patrzeć z niedowierzaniem, choćby nieco przesadnem. Z tego również powodu odpowiada zrazu najczęściej odmownie. Stary Chwastowski mógłby ci coś o tem powiedzieć. Trzeba jej zostawić czas do namysłu — a przedewszystkiem nie zadrażnić jej, bo wówczas się zacina, ty zaś nie umiałeś tego uniknąć.
— Ale czem ja ją mogłem zadrażnić?... Jeśli kto, to ja umiem przecie gadać o interesach.
— Źleś zrobił, żeś wspomniał, iż wziąłeś Anielkę bez posagu. Ciotka dotąd o to zła.