I uścisnąwszy sobie ręce, poszliśmy każde w swoją stronę. Lecz biorąc już za klamkę, zatrzymałem się nagle.

— Anielciu!

Zeszliśmy się znowu przy stole.

— Powiedz mi, ale tak szczerze, czy ty czasem nie zarzucasz mi w duszy, że jestem fantasta, że jestem dziwaczny człowiek?

— Nie! dziwaczny? — nie! Czasem myślę, że jesteś dziwny człowiek, ale zaraz sobie powiadam, że tacy, jak ty, ludzie, muszą być dziwni.

— Jeszcze jedno pytanie: kiedy po raz pierwszy przyszło ci do głowy, że ja jestem dziwny człowiek?

Anielka zarumieniła się nagle. Śliczna była, gdy ten płomień tak jej zabierał policzki, czoło, szyję; po chwili odrzekła:

— Nie... to tak trudno... Tego nie potrafię powiedzieć...

— To przynajmniej, jeśli ja odgadnę, powiedz mi: „tak!” a ja ci powiem tylko jedno słowo.

— Jakie? — spytała z widocznym niepokojem.