— Wybacz, panie Józefie, pytaniu, ale doprawdy nie rozumiem jednej rzeczy: oto dlaczego człowiek, który tak, jak pan potrzebuje wkoło siebie swojskiego otoczenia, nie postara się o towarzyszkę z kraju. Tego wrażenia ojczystego, które ona dać potrafi, nie da panu ani pańska pracownia, ani pańscy pomocnicy, nie mówiąc już o Kruku i Kurcie.
Łukomski uśmiechnął się i pokazując mi pierścionek, rzekł:
— Ja się właśnie żenię. Czekamy tylko na wyjście żałoby po ojcu mojej narzeczonej. Za dwa miesiące jadę do tych pań.
— W okolice Sierpca?
— Nie, one pochodzą z pod Wiłkomierza.
— Cóżeś pan robił w Wiłkomierzu?
— Ja poznałem je wypadkiem w Rzymie, na Corso.
— To był szczęśliwy wypadek!
— Najszczęśliwszy w mojem życiu.
— Może w czasie karnawału?