— Thalestris! Thalestris!
Dziewica wybiegła z szałasu.
— Jestem, panie!
— Słyszałaś?
— Słyszałam i... padam na twarz przed królem moim.
Ale on zatrzymał ją i rzekł:
— O Thalestris! Niepotrzebne nam już placki z cykutą.
— Tobie, panie — odpowiedziała — nie wolno umierać, albowiem losy Sydonu złożone są w twoich rękach, jeśli jednak i mnie umrzeć nie pozwolisz, cóż się teraz stanie ze mną, nieszczęsną?
A Abdolonim przygarnął ją i począł mówić z wielką słodyczą, lecz już i z powagą królewską:
— Słuchaj, Thalestris. Rozum kupiecki twego ojca okazał się ślepy i głupi, ale twoja miłość była mądra i widziała przez zasłonę przeznaczenia. Wszelako zanim powtórzysz ojcu swemu te moje słowa i zanim mu powiesz, że mu król Sydonu przebacza, wiedz o tym, że jesteś królową króla.