— A Jaśko? — pytała z troską na twarzy.
— Wieść smutną chowam na ostatek. Źle się Jaśkowi wiedzie: rola plonu mu nie daje, bieda i głód dokucza, w niedoli płyną mu dnie i miesiące. Wśród obcych i nędzy, mowy twej nawet zapomina, więc i ty o nim, bo już nie twój... zapomnij!...
Gdy to rzekł, kobieta, wziąwszy go za rękę, wwiodła do spiżarni w chacie i zdjąwszy bochenek chleba z półki rzekła:
— Wędrowcze, daj to Jaśkowi.
Na koniec z chustki rozwiązała pieniądz srebrny, błyszczący, i drżącym głosem rzecze:
— Nie bogatam1 ja sama, ale i to dla Jaśka.
— Niewiasto! — rzekł ze zdziwieniem wielkim wędrowiec — synów masz wielu, a jednemu wszystko oddajesz. Czy go kochasz najwięcej? czy ci on najmilszy?
Ona zaś, podniósłszy wielkie, smutne oczy, łzami zalane, tak rzecze:
— Błogosławieństwo moje wszystkim, ale datki temu jednemu, bom ja matka, a on najbiedniejszy.