— W bitwie konny rycerz za dziesięciu piechoty stanie — rzekł Zbyszko.
— Ale Marienburga jeno piechota może dobyć — odpowiedział giermek.
I na tym skończyła się rozmowa o piechocie, gdyż Maćko, idąc za biegiem swych myśli, rzekł:
— Słysz, Hlawa, dziś, jak podjem i poczuję się w mocy, to pojedziemy.
— A dokąd? — spytał Czech.
— Wiadomo, że na Mazowsze. Do Spychowa — rzekł Zbyszko.
— I tam już ostaniem?...
Na to spojrzał Maćko na Zbyszka pytającym wzrokiem, gdyż dotychczas nie było między nimi mowy o tym, co dalej uczynią. Młodzian może miał gotowe postanowienie, ale nie chciał nim widocznie stryjca zasmucić, więc rzekł wymijająco:
— Wpierw musicie wydobrzeć.
— A potem co?