— Jagienka?...
— Co?
— Kiedy się boję coś rzec...
— Nie bój się. Prosta ja dziewczyna, nie żaden smok.
— Jużci, nie smok! Ale że stryj Maćko powiada, że cię chce brać!...
— Bo chce, jeno nie dla siebie.
I zamilkła, jakby przestraszona własnymi słowy.
— Przemiły Bóg! Jaguś moja... A ty co na to, Jaguś? — zawołał Zbyszko.
Lecz jej niespodzianie oczy wezbrały łzami, śliczne usta poczęły drgać, a głos stał się tak cichy, że Zbyszko ledwo mógł dosłyszeć, gdy rzekła:
— Tatuś i opat chcieli... a ja... to... ty wiesz!...