— Dla Boga! Zabili mi go! Gadaj, co wiesz!
— Nie zabit — odparł Czech. — W dobrym zdrowiu!
Usłyszawszy to, Maćko zawstydził się nieco i począł sapać, wreszcie odetchnął głęboko.
— Chwała Chrystusowi Panu! — rzekł. — Gdzie zaś jest?
— Do Malborga pojechał, a mnie z nowinami tu przysłał.
— A on po co do Malborga?
— Po żonę.
— Bój się, chłopie, ran boskich! Po jaką żonę?
— Po Jurandową córkę. Będzie o czym prawić choćby całą noc, ale pozwólcie, poczesny87 panie, abym też odsapnął, bom się zdrożył88 okrutnie, a od północka cięgiem89 jechałem.
Więc Maćko przestał na chwilę pytać, głównie jednak z tej przyczyny, że zdumienie odjęło mu mowę. Ochłonąwszy nieco, zakrzyknął na pachołka, by dorzucił drew do ogniska i przyniósł Czechowi jeść, po czym jął chodzić po izbie, wymachiwać rękoma i mówić sam do siebie: