...Za dołami świeci górka,
Jaka mać taka i córka...
Hoc! hoc!
...A Małgochnie gadałem: Nie leź na sosnę, kiedy ci pięćdziesiąt roków. Nieprawda! Wlazła. A to gałąź się ułomiła497 i buch! To powiadam wam, że aż dziurę w ziemi wybiła, ale też we trzy dni puściła ostatnią parę.
— Panie, świeć jej! — rzekł Maćko. — Pamiętam, pamiętam... kiedy to się w boki wzięła, a poczęła cudować, to się parobcy w siano chowali. Ale do gospodarki była sprawna! I z sosny jej się zleciało?... Widzicie ludzie!...
— Zleciała jak szyszka na zimę... Oj, był frasunek498. Wiecie? Po pogrzebie tom się tak z żałości upił, że trzy dni nie mogli mnie dobudzić. Myśleli, żem się też wykopyrtnął. A com się potem napłakał, to byście cebrem nie wynieśli! Ale do gospodarstwa i Jagienka sprawna. Wszystko to teraz na jej głowie.
— Ledwie że ją pamiętam. Nie większa była, kiedym wyjeżdżał, jak toporzysko499. Pod koniem mogła przejść, głową o brzuch nie zawadziwszy. Ba! Dawno to już i musiała wyrosnąć.
— Na świętą Agnieszkę skończyła piętnaście lat; alem jej też już blisko rok nie widział.
— A cóż się z wami działo? Skąd wracacie?
— Z wojny. Albo to mi niewola majęcy Jagienkę w domu siedzieć?