Uśmiechnął się na to chory Maćko i po chwili odrzekł:
— Jeśli opatowe, to może kiedyś będą nasze.
— Ba! Dopieroście mówili o śmierci — zawołał wesoło Zych — a teraz chce wam się opata przetrzymać.
— Nie ja go przetrzymam, jeno Zbyszko.
Dalszą rozmowę przerwały im odgłosy rogów w boru, które ozwały się daleko przed nimi. Zych wstrzymał zaraz konia i począł słuchać.
— Ktoś ci tu chyba poluje — rzekł. — Poczekajcie.
— Może opat. To by dobrze było, żebyśmy się zaraz spotkali.
— Cichajcie no!
Tu zwrócił się do orszaku:
— Stój!