Na śląskowskim płocie:
„Przypatrz się, Jasiulku,
Ubogiej sierocie”130.
I znów wtórowali rybałci. Młody Zbyszko z Bogdańca, który przywykłszy od dzieciństwa do wojny i srogich jej widoków, nigdy nic podobnego w życiu nie widział, trącił w ramię stojącego obok Mazura i zapytał:
— Co to za jedna?
— To jest dzieweczka z dworu księżnej. Nie brak ci u nas rybałtów, którzy dwór rozweselają, ale z niej najmilszy rybałcik i księżna niczyich pieśni tak chciwie131 nie słucha.
— Nie dziwno mi to. Myślałem, że zgoła anioł, i odpatrzyć się nie mogę. Jakże ją wołają?
— A to nie słyszeliście? Danusia. A jej ojciec jest Jurand ze Spychowa, komes132 możny i mężny, który do przedchorągiewnych133 należy.
— Hej! Nie widziały takiej ludzkie oczy.
— Miłują ją też wszyscy i za śpiewanie, i za urodę.