Zbyszko wrócił do stryja.
— Czas wam do izby wracać.
Lecz Maćko odrzekł, nie ruszając się z kłody:
— Hej! Co za dziewczyna! Aże podwórze od niej pojaśniało!
— Bo pewnie!
Nastała chwila milczenia. Maćko zdawał się o czymś rozmyślać, patrząc w ukazujące się gwiazdy, po czym znów rzekł jakby sam do siebie:
— I przyszczypne549 to, i gospodarne, choć nie ma więcej nad piętnaście roków...
— Ano! — rzekł Zbyszko. — Stary Zych miłuje ją też jak oko w głowie.
— I mówił, że Moczydoły za nią pójdą, a tam jest w łęgach stadko świerzop550 ze źrebięty.
— W borach moczydłowskich ponoś okrutne bagna?...