— A ty którego wolisz?
— Żadnego.
— Wilk, sierdzisty569 pachołek! — zauważył Zych.
— Niech w inną stronę wyje!
— A Cztan?
Jagienka poczęła się śmiać.
— Cztan — mówiła, zwracając się do Zbyszka — takie ci ma kudły na gębie jak cap, że mu oczu nie widać, i sadła tyle na nim co na niedźwiedziu.
A Zbyszko uderzył się w głowę, jakby coś sobie nagle przypominając, i rzekł:
— Ale!... Kiedyście tacy dobrzy, to was jeszcze o jedną rzecz poproszę: nie ma też u was w domu niedźwiedziego sadła, bo stryjkowi na lek potrzebne, a w Bogdańcu nie mogłem dopytać?
— Było — rzekła Jagienka — ale chłopaki na dwór wynieśli do smarowania łuków i psi do szczętu zjedli... Bodajże to!