— Poszedł od nas łońskiego roku571 — rzekła — myśliwiec Bezduch i niedźwiedź go rozdarł. Zawsze to jest nieprzezpieczna572 rzecz, bo on, jak samego człowieka w nocy uwidzi, a tym bardziej przy barciach, to zaraz na zadnie łapy staje.

— Żeby uciekał, to by się go nie dostało — odrzekł Zbyszko.

Tymczasem Zych, który się był zdrzemnął, zbudził się nagle i począł śpiewać:

A ty, Kuba, od roboty,

A ja, Maciek, od ochoty!

Idźże rano z sochą573 w pole!

A ja z Kasią w żytko wolę.

Hoc! hoc!

Po czym do Zbyszka:

— Wiesz? Jest ich dwóch: Wilk z Brzozowej i Cztan z Rogowa... a ty...