A Jagienka kucnąwszy w ciemności, by odnaleźć krzesiwo i hubkę, poczęła się tłumaczyć:
— Bojałam się o ciebie, bo Bezduch poszedł też z widłami i z toporem i niedźwiedź go ozdarł595. Broń czego Boże, Maćkowi byłoby markotno, a on przecie i tak ledwie dycha... No, to i wzięłam widły, i poszłam.
— Toś to ty zachodziła tam za sosny?
— Ja.
— A ja myślał, że to „złe”.
— Niemały i mnie strach brał, bo tu koło Radzikowego błota w nocy bez ognia niedobrze.
— Czemuś się nie obezwała596?
— Bom się bała, że mnie odpędzisz.
I to rzekłszy, znów zaczęła krzesać, a następnie położyła na hubkę kłaczek suchych konopnych paździerzy597, które wnet strzeliły jasnym płomieniem.
— Mam dwie szczypki598 — rzekła — a ty nazbieraj wartko599 sucharzy600; będzie ogień.