A opat jakby umyślnie dodał:
— I po prawdzie, morowe to chłopy!...
Zbyszko zaś nie pokazał po sobie nic, tylko począł pytać Zycha jakimś jakby nieswoim głosem:
— A to jutro niedziela?
— Niedziela.
— Na mszę świętą zaś pojedziecie?
— Ano!...
— Dokąd? Do Krześni?
— Bo najbliżej. Gdzieżbyśmy jechali?
— No, to dobrze!