— Nie będziecie się tu wadzić.

Lecz Zbyszko zwrócił się znów do przekupnia relikwij.

— Powiedz mu ode mnie, że sowę miłuje.

— Pan mój mówi, szlachetny rycerzu, że miłujecie sowę! — powtórzył jak echo Sanderus.

Na to pan de Lorche puścił cugle i prawą ręką począł odpinać, a następnie ściągać żelazną rękawicę, po czym rzucił ją w śnieg przed Zbyszkiem, ów zaś skinął na swego Czecha, aby ją podjął ostrzem kopii.

Wtem Jędrek z Kropiwnicy zwrócił się do Zbyszka z twarzą już groźną i rzekł:

— Nie spotkacie się, powiadam, póki się moje stróżowanie nie skończy. Nie pozwolę ni jemu, ni wam.

— Przecie ja go nie pozwałem, jeno on mnie.

— Ale za sowę. Dość mi tego, a który by się przeciwił... Ejże!... Wiem i ja, jako pas okręcić.

— Nie chcę się z wami bić.