Skrzydłeczka jak gąska,
Poleciałabym ja
Za Jaśkiem do Śląska.
Jurand chciał odezwać się, wykrzyknąć kochane imię, ale słowa uwięzły mu w gardle, jakby je ścisnęła żelazna obręcz. Nagła fala bólu, łez, tęsknoty, niedoli wezbrała mu w piersiach, więc rzucił się twarzą w śnieg i jął w uniesieniu wołać ku niebu w duszy jakby w dziękczynnej modlitwie:
— O Jezu! Dyć słyszę jeszcze dziecko! O Jezu!!!...
I szlochanie poczęło targać jego olbrzymim ciałem.
W górze tęskny głos śpiewał dalej wśród niezmąconej nocnej ciszy:
Usiadłabym ci ja
Na śląskowskim płocie:
„Przypatrz się, Jasieńku,