— Nie ja go będę sądził. Moja rzecz jeno więzy mu nałożyć...
— Jakże to? — ozwał się Maćko, obrzucając znów ponurym wejrzeniem całą gromadę ludzi.
— Wedle królewskiego rozkazania.
Po tych słowach zapadło milczenie.
— Szlachcic jest — rzekł wreszcie Maćko.
— To niech zaprzysięże na rycerską cześć, że stawi się na wszelki sąd.
— Poprzysięgnę na cześć! — zawołał Zbyszko.
— To dobrze. Jakoże was zowią?
Maćko wymienił nazwisko i herb.
— Jeśliście z dworu księżny Januszowej, to proście jej, by się wstawiła za wami do króla.