— Przyrzekamy! — zawołali obaj.
— Na rycerską cześć?
— Na rycerską cześć.
— I na klejnot?
— I na klejnot! Ba! I na krzyż! Tak nam dopomóż Bóg!
Maćko uśmiechnął się z zadowoleniem, po czym rzekł:
— No, tegom się po was i spodziewał. A kiedy tak, to wam jeszcze coś rzekę... Zych, jako wiecie, mnie zdał opiekę nad dziećmi. Dlategom to Cztanowi i tobie, młodziaku, przeszkadzał, kiedyście to siłą chcieli wtargnąć do Zgorzelic. A teraz, jak będę w Malborgu albo Bóg wie gdzie, taka to będzie i opieka... Prawda, że nad sierotami jest Bóg i że takiemu, który by je chciał pokrzywdzić, nie tylko by szyję toporem ucięto, aleby go i za bezecnego ogłoszono. Wszelako markotno mi, że jadę. Okrutnie markotno. Obiecajcieże mi, jako i sierot Zychowych nie tylko sami nie pokrzywdzicie, ale i nikomu ich pokrzywdzić nie dacie.
— Przysięgamy! Przysięgamy!
— Na rycerską cześć i na klejnot?
— Na rycerską cześć i na klejnot!