Ów zaś, usłyszawszy jej słodki, młody głos, drgnął, przez twarz przeleciał mu jakiś dziwny błysk, jakby wzruszenia i rozrzewnienia, nakrył powiekami swe puste jamy oczne i nagle, rzuciwszy kostur, padł przed nią na kolana, z wyciągniętymi w górę ramionami.
— Wstańcie, i tak was wspomogę. Co wam jest? — spytała ze zdziwieniem Jagienka.
Lecz on nie odpowiedział nic, tylko dwie łzy spłynęły mu po policzkach, a z ust wyszedł podobny do jęku głos:
— Aa! a!
— Na miłosierdzie Boskie! Niemowaście czy jak?
— Aa! a!
To wygłosiwszy, podniósł dłoń; naprzód uczynił nią znak krzyża, potem jął wodzić lewą dłonią wzdłuż ust. Jagienka, nie zrozumiawszy, spojrzała na Maćka, który rzekł:
— Chyba coś ci takiego pokazuje, jakby mu język urżnęli.
— Urżnęli wam język? — spytała dziewczyna.
— A! a! a! a! — powtórzył kilkakrotnie dziad, kiwając przy tym głową.