— Co za nowiny? — spytała, drżąc z niecierpliwości i ledwie mogąc dech złapać. — Żywi są? Zdrowi?
— Żywi! Zdrowi!
— A ona znalazła się?
— Jest. Odbili ją.
— Pochwalony Jezus Chrystus!
Ale mimo tych słów twarz jej stała się jakby skrzepła, bo od razu wszystkie jej nadzieje rozsypały się w proch.
Siły wszakże nie opuściły jej i nie straciła przytomności, a po chwili opanowała się zupełnie i poczęła znów pytać:
— Kiedy zaś tu staną?
— Za kilka dni! Ciężka to droga z chorą.
— Chora ci jest?