— Odmieniła się okrutnie. Gładka była zawsze, ale pamiętałem ją prostą dziewką, a teraz to jej... choćby na pokoje królewskie.
— Tak że ci się odmieniła? Ba! Ale to i stary ród tych Jastrzębców ze Zgorzelic, którzy się „Na gody!” czasu wojen wołają.
Nastała chwila milczenia, po czym znów ozwał się stary rycerz:
— Pewnie tak będzie, jakom ci mówił, że jej się zechce do Zgorzelic.
— Mnie i to dziwno było, że z nich wyjeżdżała.
— Bo chorego opata chciała doglądać, któren należytego starunku nie miał. Bała się przy tym Cztana i Wilka, a ja sam jej rzekłem, że przezpieczniej będzie braciom bez niej niżeli przy niej.
— Wiera, że nijak im było sieroty najeżdżać.
A Maćko zamyślił się.
— Ale czy się tam na mnie nie pomścili za to, żem ją wywiózł, i czy z Bogdańca choć jedno drewno zostało, Bóg raczy wiedzieć! Nie wiem też, czy wróciwszy, podołam im się obronić. Chłopy młode i krzepkie, a ja stary.
— Ej! To, to już chyba mówcie temu, kto was nie zna — odpowiedział Zbyszko.