A Zbyszko aż zerwał się ze zdziwienia i siadł na łożu.
— Jak to? To już się nawet i temu nie przeciwicie?
— Co mam się przeciwiać? Żal mi tylko okrutnie rodu, który by razem z tobą zaginął, ale i na to może znajdzie się rada.
— Jaka rada? — pytał niespokojnie Zbyszko.
— Jaka? No! Nie ma co gadać, że roki mi godne są, ale też i mocy w kościach nie brak. Jużci, Jagience patrzyłby się młodszy jakowyś chłop, ale żem to jej nieboszczykowi ojcu był przyjacielem, to kto wie...
— Byliście jej ojcu przyjacielem — odrzekł Zbyszko — ale dla mnie nigdyście nie mieli życzliwości; nigdy, nigdy!...
I przerwał, bo się mu poczęła broda trząść, a Maćko rzekł:
— Ba! Skoro koniecznie chcesz ginąć, to cóż mam robić?
— Dobrze! Róbcie, co chcecie; ja jeszcze dziś w świat pojadę!
— Głupiś! — powtórzył Maćko.