— Patrzcie, patrzcie! — wołał ksiądz.
— Prawda! Coś ci takiego jest! — rzekł Maćko.
— Prawda! Prawda! — potwierdzili inni.
— Ha! Król obalił mnicha — zakrzyknął nagle proboszcz kłobucki. — Nogę na nim postawił! Pochwalony Jezus Chrystus.
— Na wieki wieków!
W tej chwili duża, czarna chmura przykryła księżyc — i noc stała się ciemna — tylko blask ognisk drgał krwawymi pasmami w poprzek drogi.
Rycerze ruszyli dalej, a gdy już odjechali od gromady, Powała spytał:
— Widzieliście co?
— Z początku nic — odpowiedział Maćko — ale potem widziałem wyraźnie i króla, i mnicha.
— I ja.