— A gdzie król?

— Pojechał po pogrzebie aż na Ruś.

— No, to i nie ma rady.

— Nijakiej. Kasztelan powiadał jeszcze: „Żal mi go, bo i księżna Anna za nim prosi, ale jak nie mogę, to nie mogę...”.

— A księżna Anna jeszcze też jest?...

— Niech jej ta Bóg zapłaci! To dobra pani. Jeszcze tu jest, bo Jurandówna zachorzała, a księżna ją miłuje jak własne dziecko.

— O, dla Boga! To i Danuśkę chorość napadła. Coże jej takiego?

— Bo ja wiem!... Księżna powiada, że ją ktoś urzekł416.

— Pewnie Lichtenstein! Nikt inny, jeno Lichtenstein; sobacza mać!

— Może i on. Ale co mu zrobisz? Nic.