— Bo mnie kasztelan i to jeszcze powiadał: „Przepomnieliśmy418 o waszym bratanku z przyczyny śmierci królowej, ale teraz niechże się to już skończy”.

— Ej, pozwoli — odpowiedział z otuchą Zbyszko. — Jużci przecie wie, że szlachcic mu słowo zdzierży419, a czy mi teraz głowę utną, czy po świętym Michale, to mu wszystko jedno.

— Ha! Pójdę dziś jeszcze.

— Dziś idźcie do Amyleja i legnijcie trochę. Niech wam jakowej driakwi420 na ranę przyłożą, a jutro pójdźcie do kasztelana.

— No, to z Bogiem!

— Z Bogiem!

Uściskali się i Maćko zwrócił się ku drzwiom, ale w progu zatrzymał się jeszcze i namarszczył czoło, jakby sobie coś nagle przypomniawszy.

— Ba, toć przecie ty pasa rycerskiego jeszcze nie nosisz: powie ci Lichtenstein, że z niepasowanym nie będzie się potykał, i co mu zrobisz?

Zbyszko zafrasował się, ale tylko na chwilę, po czym rzekł:

— A jakoże bywa na wojnie? Czy to koniecznie pasowany tylko pasowanych wybiera?