Biurokracya w Polsce podejrzywa społeczeństwo o to, co sama czyni. Ponieważ w ogólnej i w szczegółowej swej działalności, w większych i mniejszych czynnościach, aż do najbardziej drobiazgowych, zaprawia wszystko swą rusyfikacyjną polityką, mniema przeto, że Polacy czynią to samo i że w każdej pracy społecznej, obok celu specyalnego jawnego, istnieje inny ukryty, a tym innym jest podtrzymanie polskości.
Zauważę, że gdyby tak nawet było, to nie tkwiłaby w tem dla państwa rosyjskiego żadna groźba i że postępując w ten sposób społeczeństwo, tak uciskane jak polskie, byłoby w swojem prawie. Ale jest to pogląd mylny i niedorzeczny. Kraj nasz jest i pozostanie tak polskim jak naprzykład niebo jest błękitne, a trawa zielona i polskości pośredniemi i sztucznemi sposobami podtrzymywać w nim nie trzeba. Jeżeli przeto chodzi o takie rzeczy, jak pomoc lekarska dla wsi, lub o sadzenie drzew, to społeczeństwo ma na celu tylko zdrowie społeczne, tylko zadrzewienie dróg i nic więcej. Natomiast przeciwnie, biurokracya rosyjska korzysta nawet i z tego rodzaju okoliczności, by sprowadzić np. z głębi cesarstwa taką a taką ilość prawosławnych lekarzy rosyjskich, którzy następnie nie umieją się porozumieć z miejscową ludnością, lub by urządzać uroczystości w duchu rusyfikacyjnej propagandy.
Jest to przykład jeden z wielu. Zważ W. E., jak dalece wszystko w taki sposób jest zwichnięte, przekręcone, okaleczałe i jak dalece wszelki rzeczywisty postęp bywa zahamowany.
Instynkt zachowawczy zmusza społeczeństwo do obrony — i wskutek tego powstaje konieczność walki obronnej codzień i na każdym kroku zarówno w większych, jak i mniejszych sprawach. Ile się przytem wydaje na tę bezowocowną dla państwa walkę energii, ile sił — nie potrzebuję mówić; — to pewna natomiast, że gdyby owa energia i owe siły zużyte zostały dla dobra kraju, mógłby on wzmocnić się, zakwitnąć i wejść na drogę korzystnego dla wszystkich rozwoju.
Nie potrzebuję również mówić o ucisku religijnym; wiadomo co działo się pod tym względem nietylko na Litwie ale i w Królestwie, gdzie rozgrywa się jeszcze tragedya unicka, niepamiętna w dziejach nowożytnych od czasów Dragonad Ludwika XIV. Dodam tylko, że bezmyślna rusyfikacya katolickich seminaryów, niedorzeczny a tyrański nadzór nad księżmi i zwalczanie wszelkimi sposobami ich wpływu podkopuje i osłabia tę siłę, która jedynie powstrzymać może skutecznie propagandę i rozrost socyalizmu.
I oto ogólny, bardzo pobieżny obraz znaczenia i działalności biurokracyi w Polsce. Działalność ta pokrywała się i usprawiedliwianą bywała nawet w niektórych organach waszej prasy hasłem: „zbliżania kresów z centrum”. — Ale zaiste wobec tego ludziom patrzącym trzeźwo i objektywnie nasuwało się mimowoli pytanie: czy rosyjski rząd i rosyjski naród jest to taki rząd i taki naród, które bojąc się istotnej prawdy, zadawalają się czczym frazesem? Excellencyo! rezultatem działalności biurokracyi waszej było, nie zbliżenie „kresów z centrum”, ale zniechęcenie i oddalenie ich od państwa. — Kto nie widzi tej prawdy, ten jest ślepym z urodzenia, lub rozmyślnie zamyka oczy. Jeżeli to „zbliżenie” polega na tem, by w danym kraju było tylu a tylu jak najgorszych, uprawiających przekupstwo, grabież publicznego grosza i zaczerniających tylko „dokładami” papier administratorów prawosławnego wyznania i rosyjskiego pochodzenia, — jeśli polega na tem, aby istniały napisy wyłącznie rosyjskie, tam gdzie prosty rozsądek i pożytek wymagają, by były inne, jeśli ma ono być tylko czemś zupełnie zewnętrznym, jakimś obcym nalotem, nie mającym więcej związku z organizmem społecznym, niż wapno, którem pobieliła się przypadkowo otarta o ścianę odzież z samą odzieżą, to biurokracya wasza spełnia dostatecznie swe zadanie. Jeżeli jednak państwu zależy na innem, wewnętrznem i organicznem zbliżeniu, to nie było można dobrać bardziej nieodpowiedniego do tego narzędzia, albowiem działalność jego daje wynik wprost przeciwny. — Jest to złe narzędzie administracyjne, złe ekonomiczne, złe polityczne, wytwarzające tylko zacofanie, ruinę ekonomiczną i nienawiść.
A w kraju naszym dzieje się to do tego stopnia, iż nawet tacy ludzie, którzy ze względów zarówno ekonomicznych, jak politycznych, chcieliby szczerze pozostać w związku z państwem rosyjskiem dochodzą do głębokiego przekonania, że biurokracya ma na oku nie cele państwowo-rosyjskie, ale swoje własne, poprzednim wręcz przeciwne.
Tak zwani nasi ugodowcy nie znaleźli gruntu w społeczeństwie — i nie znaleźli go słusznie, — albowiem naród polski styka się i ma do czynienia z Rosyą wyłącznie biurokratyczną, tej zaś postulaty są tego rodzaju, że zgoda na nie, byłaby ze strony Polaków prostem narodowem samobójstwem. Oczywiście, że wobec tego nie może być o niczem mowy. Zresztą i te postulaty są w rzeczywistości pozorne. Jak Krzyżakom, którzy chrzcili Litwę w gruncie rzeczy chodziło o to, aby się nigdy nie ochrzciła, albowiem straciliby wówczas racyę bytu i korzyść z podbojów, — tak i biurokracya pragnie kraj rusyfikować ale zrusyfikowanie go ostateczne byłoby dla niej czemś w najwyższym stopniu niepożądanem, ponieważ w takim razie nie byłoby kraju, który wolno jest wyniszczać, polskości, którą można gnębić, Polaków, których można śledzić, uprzywilejowanych miejsc, które można zajmować, pensyi, awansów i pola do wyłapywania ryb z umyślnie zmąconej wody.
Oczywiście przypuszczenie, że mogłyby przyjść takie czasy, w których Polacy wyrzekliby się swej narodowości, języka i wyznania jest czemś tak potwornem, że nie warto o tem mówić i biurokracyi miejscowej, która wie o tem doskonale, nie mącą snów tego rodzaju obawy. Natomiast obawia się ona wszelkich prób i usiłowań pojednawczych. Powiedziałem już wyżej, że tak zwanych ugodowców naszych otacza niechęć narodowa — i jako ludzi, których pewna, zresztą nieznaczna część, dla doraźnych osobistych korzyści gotowaby była poświęcić sprawę ogólną — i jako partyę skłonną do ustępstw tam, gdzie nic ustąpić nie wolno — i wreszcie, jako uczciwych, ale niewczesnych politycznych ideologów bez gruntu pod nogami, próbujących pojednawczych układów z temi właśnie, którym najmocniej chodzi o to, aby pojednanie nigdy nie nastąpiło. Jest to jednak tylko niechęć, niemogąca się porównać z tą gorącą nienawiścią i pogardą, z jaką patrzy na nich miejscowa biurokracya. Pogarda za naiwność, nienawiść za samą, choćby absolutnie niepraktyczną, wypaczoną i przedwczesną myśl pojednawczą! Z takiej samej przyczyny znienawidzony był przez nią i ks. Imeretyński, który przecie nie myślał o radykalnych zmianach nie mając po temu ani dość władzy, ani rzetelnych chęci, ani odpowiedniego geniuszu i który pragnął ograniczyć się tylko na złagodzeniu środków.
Rozpowszechniło się u nas w kraju przekonanie, że prawdziwym celem biurokracyi jest doprowadzić społeczeństwo drogą rozpaczy do nowego zbrojnego porywu, dopiero wówczas bowiem otworzyłyby się na długie lata przed „działaczami“ nowe, jeszcze obszerniejsze widnokręgi. Czy tak jest, czy to jest cel wyraźnie sformułowany, — nie przesądzam, z tego jednak, że podobne mniemanie może istnieć i rozszerzać się wśród rządzonych, osądź W. E. jaki jest system rządowy i jacy są jego wykonawcy.