Z taką więc ciszą i z taką powagą
Wejdziemy niegdyś w elizejskie505 bory...506
Uroczysty ów pochód przerwał dopiero głos Indianina mówiący cicho:
— „Blada twarz” nie może przejść umarłego lasu.
— Czy daleko ciągnie się na wschód?
— Słońce trzy razy przeszłoby od gór do wielkiej wody, zanimby „blada twarz” mogła przejechać umarły las na najszybszym koniu.
— Nie chcę go też przejść całego, ale niech Pero powie mi jeszcze, czy też przebył go kto aż do gór dawniej?
— Dawniej? Nie. Czerwoni nie mieszkali tu nigdy, bo na Mohave nie ma wody i zwierząt. Koń i jeździec musi tu umrzeć. Czerwoni mieszkali niżej (tu ukazał ręką w kierunku Los Angelos), w górach, gdzie rosną drzewa, i co wiosna jeździli na bawoły na drugą stronę. Tam step pokryty jest trawą.
— A teraz nie jeżdżą już?
— Teraz ich nie ma.