Nie mogliśmy się porozumieć. Wreszcie posługacz wyprowadził nas na platformę i pokazał nam nasze kufry stojące spokojnie w wagonach, a gdyśmy, nie poprzestając na tym, żądali jeszcze kwitu, ruszył ramionami, mruknął: „Goddam!141 i poszedł sobie, zostawiwszy nas własnej przedsiębierczości.

Nie było co robić. Udaliśmy się do kasjera. I znów ten sam dialog:

— Prosimy o kwit.

— Jaki kwit?

— Kwit od rzeczy.

Kasjer ruszył ramionami i począł okręcać z nadzwyczajną uwagą klucz na palcu, nie spojrzawszy na nas więcej.

Poszukaliśmy tedy konduktora.

— Prosimy o kwit.

— Jaki kwit?

— Kwit od rzeczy.