— Dobrze. Damy panu listy do pana Horaina.
— A pan sam się na wystawę nie wybierze?
— Ja? poczekaj no pan... jeszczem się nad tym nie zastanowił... Zaraz... Wybiorę się, nie wybiorę, wybiorę, nie wybiorę... wybiorę... Tak jest! jadę, panie.
— A to pan jedź teraz ze mną: będzie nam obudwom21 raźniej.
— A która teraz godzina?
— Samo południe.
— O drugiej jadam obiad, mam więc dwie godziny czasu do namysłu. Przyjdź pan na obiad, będę zdecydowany.
— Dobrze. Żegnam pana!
— Kłaniam się panu serdecznie. Pani dobrodzice22 moje uszanowanie!
Zostałem sam.