— Kto tam? — spytała pani Elzenowa z akcentem niecierpliwości.

We drzwiach ukazała się posępna głowa Kresowicza.

— Przepraszam — rzekł przerywanym głosem — Romulus kaszle i może gorączkuje... Myślałem, że trzeba pani dać znać.

Swirski podniósł się:

— Czy nie pójść po lekarza?

Lecz pani Elzen odzyskała już zwykłą zimną krew.

— Dziękuję panu — rzekła — jeśli trzeba, poślemy z hotelu, ale pierwej muszę dziecko zobaczyć... Dziękuję! a tymczasem muszę odejść — więc do jutra!... Dziękuję!

To rzekłszy, wyciągnęła ku niemu rękę, którą Swirski podniósł do ust.

— Do jutra — i codzień. Do widzenia!

Pani Elzenowa, zostawszy sam na sam z Kresowiczem, spojrzała na niego badawczo: