— Cóż pańscy uczniowie?

Kresowicz zwrócił ku niemu swą nienawistną, szyderczą twarz i odrzekł:

— Moi uczniowie? A nic. Zdrowi jak ryby i dobrze im w szkockiem ubraniu. Będzie z nich pociecha — tylko nie dla mnie.

— Dlaczego?

— Dlatego, że ja od jutra odchodzę.

— Jakto? — rzekł z pewnem zdziwieniem Swirski — nic nie wiedziałem; nikt mi o tem nie mówił. To szkoda!

— Dla nich żadna szkoda — odpowiedział Kresowicz.

— Chyba z tej przyczyny, że jej nie są w stanie jeszcze zrozumieć.

— Oni nigdy nie będą w stanie jej rozumieć... Ni dziś, ni kiedykolwiek w życiu! nigdy!

— Mam nadzieję, że się pan mylisz — odrzekł sucho Swirski — a w każdym razie przykro mi to słyszeć.