Tymczasem zdala na morzu, przy samem wejściu do zatoki ukazał się pióropusz dymu i wnet uroczysty, pełen ciszy nastrój został zamącony przez Remusa, który, zerwawszy się z siedzenia, zawołał:

Tiens! le Fohmidable!

Pani Elzen rzuciła niechętne spojrzenie na młodszego ze swych bliźniaków. Żal jej było tej chwili, w której każde następne słowo mogło stanowczo zaważyć w jej losach:

Remus — rzekła — veux-tu te taire?

Mais maman c’est Fohmidable!

— Co za nieznośny chłopak!

Pouhquoi?

— On jest duheń, ale tym razem ma słuszność — ozwał się nagle Romulus — wczoraj byliśmy w Ville Franche (tu zwrócił się do Swirskiego). Pan nas widział jechać na bicyklach — i powiedziano nam, że cała eskadra już jest, z wyjątkiem Formidabla, który ma jutro nadejść.

Na to Remus odrzekł z silnym akcentem na każdej ostatniej zgłosce:

— Tyś sam duheń!...