— Ach! mama pojechała na rowerze z panem de Sinten! — powtórzył Swirski. Dobrze!
I po chwili rzekł:
— Prawda! spodziewała mnie się dopiero o czwartej!
Nagle począł się śmiać:
— Dramat kończy się farsą... Ale to przecie Riwiera! Jaki też ze mnie osieł!
— Czy pan na mamę zaczeka? — spytał Romulus.
— Nie. Słuchajcie chłopcy: Powiedzcie mamie, że przyjechałem ją pożegnać i że żałuję, żem jej nie zastał, bo dziś wyjeżdżam.
I to rzekłszy, kazał zawrócić do Nizzy. Wieczorem jednak odebrał jeszcze depeszę, a w niej jedno, jedyne słowo: „Podły”.
I po przeczytaniu wpadł w wyborny humor, albowiem depesza nie była już podpisana: „Morphine”.