— Co tobie jest, Adamie? — spytał.
— A o Lulę to on się już nie może spytać! — zawołał z komiczną rozpaczą Augustynowicz.
Szwarc zerwał się na równe nogi.
— O Lulę? Co to znaczy? Mów!
— Nic nie znaczy, coby miało znaczyć? Czy to wszystko ma zaraz coś znaczyć?
— Augustynowicz, ty coś ukrywasz?
— A on to tylko o Luli myśli! — wołał z coraz większą rozpaczą zapytany.
Szwarc z niesłychanym wysileniem zapanował nad sobą, ale był to ów groźny spokój przed burzą. Zapadłe policzki zbladły mu jeszcze więcej, oczy pałały.
— O, powiem wszystko — wołał, uprzedzając wybuch, Augustynowicz — powiem, powiem! E, kto mi zabroni ci powiedzieć, żeś wygrał sprawę! Niech mnie szatan, jeżeliś nie wygrał! Ona cię kocha.
Szwarc przeciągnął drżącą ręką po spotniałej twarzy.