Pełski zamyślił się.
— Szkoda? ha, co za szkoda?
— Że pańskie oświadczyny nie przypadły nieco później.
Pełski szerokimi krokami chodził po pokoju.
— Teraz, nigdy! — szepnął do siebie.
Augustynowicz usłyszał ów monolog.
— Za późno, za późno! kochany panie... Ale, ale, jeszcze maleńka prośba: Nie mów nikomu, żem tu był; szczególniej nie mów u pani Wizbergowej lub Szwarcowi, jeżeli ich będziesz widział kiedy.
— Co mu na tym zależy?
— Wszystko, alebyś tego nie zrozumiał, drogi hrabio. Do widzenia!
Pełski, zostawszy sam, długo rozmyślał, coby istotnie Augustynowiczowi mogło na tym zależeć? Nie wymyślił nic, ale doszedł do przekonania, że jemu samemu mogło coś na tym zależeć.