Za chwilę ocknął się.
— Śpi? — spytał, spojrzawszy na chorego.
— Śpi, ale niespokojnie — szepnęła cicho Helena.
Augustynowicz znów pochylił głowę.
Nagle rozbudził go krzyk Heleny.
Chory siedział na łóżku w paroksyzmie gwałtownej maligny; twarz mu płonęła, oczy błyszczały jak u wilka, wyschłą rękę wyciągał ku Helenie.
— Co to jest? — krzyknął Augustynowicz.
Helena konwulsyjnie schwyciła go za ręce; czuł, jak drżała na całym ciele.
— Nie dręcz mnie! — szeptał chrapliwym, urywanym głosem chory. — Zabiłaś Gustawa i mnie chcesz zabić teraz... Precz, ja ciebie nie kocham! precz!...
Znów upadł na łóżko.