Gdy Szwarc wrócił do domu, Augustynowicz spał w najlepsze; chrapanie jego słychać było już na schodach. Wyciągał piosenkę snu, to krótko, to długo, to ciszej, to głośniej, to sapiąc, to dmuchając, to gwiżdżąc.
Szwarc zbudził go.
Postanowił koniecznie go uściskać.
Augustynowicz wytrzeszczył nań zdziwione oczy i w pierwszej chwili zawołał:
— Idź-że do...
Szwarc roześmiał się wesoło.
— Dobranoc! — rzekł mu Augustynowicz — powiem ci jutro, skąd wracasz, dziś spać mi się chce, dobranoc.
Nazajutrz była niedziela. Rankiem Szwarc nalewał herbatę, Augustynowicz leżał jeszcze na łóżku i, patrząc w sufit, palił fajkę. Obaj myśleli o dniu wczorajszym.
Wreszcie Augustynowicz odezwał się pierwszy:
— Wiesz, Szwarc, co mi przyszło do głowy?