— Prochu marny! porównaj swoje pięć rubli...
Nagle przytłumiony jęk przerwał Augustynowiczowi. Hrabia posiniał, skurczył się, palce rąk jego zwinęły się w kłębek; widocznie, przychodził drugi atak.
Szwarc w tejże chwili rzucił się ku choremu, prawie przemocą wyprostował mu rękę.
— Ts! puszczaj krew! — zawołał przytłumionym głosem.
Zrobiło się cicho; dziwnym trafem lampka w tej chwili pociemniała jeszcze bardziej. Od czasu do czasu słychać było tylko szybkie półgłośne słowa Szwarca.
— Puls?
— Wody!
— Dusi się — szepnął Augustynowicz. Obaj zatamowali w sobie oddech, odezwał się głuchy trzask lancetu, stal pogrążyła się w ciało, ale krew już nie poszła.
— No, to i koniec! wszystko na nic! — zawołał Szwarc, odetchnąwszy głęboko.
Na czole wystąpiły mu krople potu.