— Co to znaczy? — spytał Szwarc.
Gustaw ruszył ramionami.
— Mowa.
— W jakim celu?
— Ale cóż to kogo obchodzi!
— Co to za jeden?
— Nazywa się Augustynowicz. To dobra głowa, ale w tej chwili jest pijany, słowa mu się plączą: wie jednak, czego chce i dalibóg ma rację!
— Czegóż chce?
— Żebyśmy się tu daremnie nie schodzili, żeby zebrania nasze miały jakiś cel, ale śmieją się i z celu i z mowy. Zresztą, z konieczności pociągnęłoby to za sobą rozbrat ze swobodą i spoczynkiem, które dotychczas w tych zebraniach panowały.
— A jakiż cel chce im nadać Augustynowicz?