— Pewnie, że tak. Póki jej życia, poty reimentarstwa. No, żeby ona nie miała nad nimi władzy, toby jej ataman swojej zazuli nie oddał, bo brukołaki na dziewczyńską krew najłakomsze.
— A ja słyszał, że ony do duszy niewinnej nie mają przystępu.
— Do duszy nie mają, ale do ciała mają.
— Oj! Szkoda by krasawicy! Krew to z mlekiem! Wiedział nasz bat’ko, co w Barze brać.
Owsiwuj językiem klasnął.
— Nie ma co mówić. Zołotaja Laszka16...
— A mnie jej, ojcze, żal — mówił młody Kozak. — Jak my ją w kołyskę kładli, to rączki białe składała, a tak prosyła i prosyła: Ubij, każe, ne huby, każe, neszczastływoj17!
— Nie będzie jej źle.
Dalszą rozmowę przerwało zbliżenie się Horpyny.
— Hej, mołojcy — rzekła wiedźma — to Tatarski Rozłóg, ale nie bójcie się, tu tylko jedna noc w roku straszna, a Czortowy Jar i mój chutor już zaraz.