To rzekłszy, Anusia zakręciła się jak fryga129 i furknęła na drugą stronę izby do imć Carboniego, doktora księżny, z którym zaczęła coś żywo szeptać i rozmawiać, a Włoch oczy wlepił w pułap, jakoby go ekstaza porwała.
Tymczasem Zagłoba zbliżył się do Wołodyjowskiego i począł mrugać krotofilnie130 swoim zdrowym okiem.
— Panie Michale — spytał — a co to za dzierlatka?
— Panna Anna Borzobohata-Krasieńska, respektowa księżny pani.
— A gładka, bestyjka, oczy jak tareczki, pysio jak malowanie, a szyjka — uf!
— Niczego, niczego!
— Winszuję waszmości!
— Dałbyś waść pokój. To narzeczona pana Podbipięty albo tak jak narzeczona.
— Pana Podbipięty?... Bójże się waćpan ran boskich! Przecie on czystość ślubował? A prócz tego, przy takiej między nimi proporcji chybaby ją za kołnierzem nosił! Na wąsach mogłaby mu siadać jak mucha, cóż znowu?
— Ej, jeszcze go ona w karby weźmie. Herkules był mocniejszy, a przecie białogłowa go usidliła.