Ale Horpyna, zbliżywszy się do kniaziówny, wnet poznała, że to nie śmierć, jeno omdlenie ciężkie, i wyprawiwszy za drzwi Bohuna, zaczęła ją ratować.
Kniaziówna otworzyła po chwili oczy.
— No, doniu, nic ci — mówiła czarownica. — Ty się widać jego przelękła i pomroka cię chwyciła, ale pomroka przejdzie, a zdrowie przyjdzie. Ty jak orzech dziewczyna, tobie długo jeszcze na świecie żyć i szczęścia używać.
— Ktoś ty jest? — spytała słabym głosem kniaziówna.
— Ja? Sługa twoja, bo on tak kazał.
— Gdzie ja jestem?
— W Czortowym Jarze. Szczera tu pustynia, nikogo tu nie zobaczysz prócz niego.
— Czy i ty tu mieszkasz?
— Tu nasz chutor. Ja Dońcówna, brat mój pod Bohunem pułkownikuje, dobrych mołojców wodzi, a ja tu siedzę i będę ciebie pilnowała w tej komnacie złocistej. Z chaty terem33! Aż łuna bije! To on dla cię wszystko to przywiózł.
Helena popatrzyła w hożą twarz dziewki i twarz ta wydała jej się pełną szczerości.